Kto tu zagląda od dłuższego czasu, może pamiętać nasz post o liczeniu do 20 z książeczką AWM (TUTAJ). Książeczka do tej pory jest moją i dzieciaków ulubiona pozycją do pisania i trenowania cyferek, oraz innych szlaczkopodobnych ćwiczeń grafomotorycznych, których w jej w wnętrzu mamy moc.
To, że można po niej pisać i poprawiać błędy to jej ogromna zaleta, dziecko się nie stresuje, że pisanie mu nie wychodzi, bo błędy i niedociągnięcia znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki i zostają tylko piękne i idealne znaczki. Rodzic się nie frustruje i nawet objawy buntu wobec książeczki, znikają za jednym ruchem wilgotne czy nawet suchej ściereczki.
Ala po książeczce "pisia" ile się da, a "pisianie" to jedna z ulubionych czynności Alusi, no oczywiście nie po śladzie, bo weź człowieku zmuś zbuntowanego dwulatka, zamknij go w ramy i powiedz a nawet zasugeruj aby próbowała kreślić po linii ... MISSION IMPOSSIBLE.
Po treningu rączki wszystko się ściera i książeczka jak nowa wędruje na półkę.
Fakt, że nasza książeczka przetrwała w nienaruszonej kondycji, przy intensywnym użytkowaniu, 9 długich miesięcy jest najlepszą rekomendacją dla jej jakości.
Ma też fajny podręczny rozmiar więc często ląduje w plecaku kiedy wybieramy się gdzieś dalej, aby czasu nie tracić i nie lenić się nawet podczas wyjazdów.
Dlatego...
