Ten wpis możecie już kojarzyć, bowiem tak naprawdę powstał rok temu jako 40+ inspiracji jesiennych. Jednak ponieważ po tym jak powstał pojawiło się ich jeszcze kilka na blogu, dlatego też zanim ruszymy z minimalistyczną jesienną produkcją bieżącą (ze względu na bardzo ograniczone możliwości czasowe), dodałam je do wpisu poprzedniego i teraz znów są wszystkie zebrane w jednym miejscu.
Pod każdym zdjęciem znajdziecie link przekierowujący do właściwego postu - miłej i twórczej zabawy życzę :)
Dziś co nieco o pobudce dla umysłu. Mózg zbudowany jest z dwóch półkul, które powinny ze sobą współpracować. Im większa ta współpraca tym lepiej dla nas. Lepiej funkcjonuje nasze ciało i umysł. Im gorzej ze współpracą tym większe trudności w rozwoju, funkcjonowaniu, nauce. Dlatego istotne jest działanie na korzyść tej współpracy. Dzieci których obie strony ciała nie współpracują, funkcjonują nie używają obu półkul mózgowych jednocześnie - to się nazywa zaburzenie lateralizacji, np nasz Wojtuś ma ją skrzyżowaną. Takie dzieci mają problemy z przekraczaniem linii środkowej ciała, a także z nauką pisania, czytania, koordynacją ruchową i korzystaniem z pola widzenia, które znajduje się w centrum co jest mocno związane ze zdolnością koncentracji. Ja zupełnym przypadkiem prowadząc Wojtka, od 2 roku życia Metodą Krakowską w zabawach i nauce czytania, zminimalizowałam problemy z lateralizacją do tego stopnia iż ciężko go obecnie zdiagnozować, bo nie ma już praktycznie problemów z niczym poza tym, że stawia czasem odwrotnie cyferki i literki.
Integracja między półkulami jest bezpośrednio związana z kontrolą ustawienia oczu. Co za tym idzie umiejętność swobodnego przekraczania linii środkowej wiąże się z okiem i motoryką.
Istotnym warunkiem wytworzenia się prawidłowego obrazu rzeczywistości, jest wytworzenie prawidłowego schematu ciała. Ważnym elementem tego schematu ciała jest poczucie symetrii i linii środkowej ciała. Tendencja do unikania przekraczania linii środkowej ciała widoczna jest podczas spontanicznych aktywności i zabawy.
Kolejna wakacyjna myśl, z serii co robić kiedy dzieci są w domu 24h na dobę, tym razem inspiracja wieczorna. Wystarczy zaopatrzyć się w świecące mieczyki/laseczki.
Ja kupiłam całą tubę, bo dzieci je uwielbiają i często o nie proszą, nawet w czasie zimowym do łóżka, czy do zabawy w chowanego. Bierzecie owe laseczki i nic nikomu nie mówiąc, idziecie w teren i rozkładacie laseczki tu i ówdzie. Potem tylko cierpliwie czekacie aż zapadnie zmrok.
Kiedy się ściemni wyprowadzacie dzieci w pole i mówicie:
Wakacje jeszcze trwają, czasu w ciągu dnia jest moc więc co robić?
Jak zająć dzieci, kiedy nuda doskwiera tudzież jej brak i dziecięca inwencja twórcza przekracza nasze najśmielsze oczekiwania. To pytanie stawia sobie wielu rodziców. A ja wpadłam na taka oto myśl. Zrobiłam spis rzeczy jakie można znaleźć w naszej okolicy. Można też dodać obrazki dla ułatwienia lub dla dzieci nie czytających. Ową listę rzeczy zapakowałam w koszulkę i wraz z markerem suchościeralnym i telefonem wręczyłam dzieciom z poleceniem.
Oto wyzwanie fotograficzne - polega na tym iż musicie zrobić zdjęcie wszystkim rzeczom z listy.
Na reakcje nie trzeba było czekać, lista została odczytana w mig, zadania sprawnie rozdzielone i dzieci ruszyły na spotkanie z przygodą a ja za nimi.
Myślałam, myślałam i dumałam jak to ugryźć. I wpadłam na pomysł współpracy.
Ponieważ podobały Wam się zabawy plenerowe z poprzedniego wpisu (rywalizacja w 12 zabawach plenerowych - klik), a dzieciaki wciąż pytały kiedy znów się bawimy. Postawiłam znów na ruch i dobrą zabawę. Jednak tym razem wymyślałam zabawy w których mieli wspólny cel lub jedno było potrzebne drugiemu aby cel osiągnąć.
Wakacje w pełni czas na wakacyjne (po)tyczki, czyli projekt w którym z ogromna przyjemnością bierzemy udział. Dlaczego? Bo dobrze jest mieć takiego motywatora z tyłu głowy, który sprawi, że mimo notorycznego niewyspania, chronicznego braku czasu i tysiąca spraw nam się zachce. Wakacje mogą się w prosty sposób stać niezapomniana przygodą, nawet jeżeli spędzacie je na podwórku czy w ogrodzie przydomowym. Wiele nie potrzebujecie, głownie dobre chęci i głowę pełną pomysłów.
Jak aktywnie i ciekawie spędzić czas na świeżym powietrzu ?
Dziś garść inspiracji. Temat pierwszy (po)rachunki.
Nadciągają ciepłe dni, wiosna która nie może przybyć, lato, wakacje. Czas który moje dzieci spędzają od rana do wieczora na świeżym powietrzu (już wszyscy nie możemy się doczekać). Wielu rodziców teraz stawia na rozwój intelektualny dzieci, już on najmłodszych lat, a nawet miesięcy, tym czasem ten wiek przedszkolny to najlepszy czas na to żeby rozwijać i wspierać naturalne zamiłowanie dziecka do ruchu. Warto o tym pamiętać i o to dbać. Ruch wspiera procesy myślowe, intelektualne, rozwój mózgu u takiego szkraba jak nigdy później. Najlepiej oczywiście wszystko zbalansować. Troszkę tego, troszkę tamtego, ale myślę, że zachęty do szaleństw dzieciom nie trzeba za grosz.
Jednym z nieodłącznych kompanów moich maluchów jest rower. Wojtusia rzecz jasna taki z pedałami, ale Ala uwielbia biegówki, nie cięgnie jej do zmiany a ja twierdzę, że dorośnie do takiej decyzji sama i ma na to czas. Tak więc kiedy nasza poprzednia drewniana biegóweczka się rozpadła zaczęłam wiosenne poszukiwania nowego sprzętu.
Tuban to marka która nam towarzyszy nie od dziś. Jeżeli kupować płyn to tylko u nich. Płyn zapewnia świetną zabawę i nie frustruje dzieciaków bo bańki nie chcą się robić albo kiedy zbyt szybko pękają. Tuban opatentował recepturę, dzięki której bańki robią się zawsze a ich trwałość i wytrzymałość jest naprawdę wysoka. Dlatego kiedy ogłoszono testowanie zestawów Tuban, ustawiliśmy się w rządku i cierpliwie czekaliśmy na możliwość testowania zestawu do robienia gigantycznych baniek mydlanych. Koniec końców kiedy malutkie banieczki wywołują wielki uśmiech na twarzy każdego dziecka, co musi się dziać kiedy banka osiąga rozmiary xxl. Szczęście się do nas uśmiechnęło i niedługo okazało się, że banieczki do nas przylecą. Potem pozostało jeszcze tylko czekać na odpowiednią pogodę. Na szczęście dla nas (odnosząc się do tegorocznej wiosny), bańki uwielbiają pogodę która nie obfituje w słoneczko, za to taką która zapewni im wilgoć w powietrzu i taką dokładnie pogodę mamy od dłuższego czasu. Tak więc kiedy deszcz przestał na chwileczkę padać a na zewnątrz temperatura osiągnęła przyjemny stan, wyruszylismy na spotkanie z przygodą. Szukaliśmy też wietrznego miejsca, które pozwoliłby bańkom, osiągać prawdziwie gigantyczne rozmiary. Jak nam poszło ? Zobaczcie sami :D
Stacjonarne zabawy z sylabami warto urozmaicać zabawami ruchowymi. Frajda z takich przedsięwzięć jest wielka a czytanie schodzi na najdalszy plan (według dziecka) i jest tylko dodatkową zasadą gry.
Oto jedne z naszych ulubionych zabaw ruchowych z sylabkami, POLOWANIE.
TABELKA
Musimy zacząć od przygotowania sylabek które chcemy przyswajać na czymś co możemy rozłożyć po całym domu czy po pokoju. Mogą to być karteczki samoprzylepne, pocięta kartka papieru albo jak u nas serwetki. Co kto ma, co kto chce byle było w miarę widoczne i albo łatwe do przyczepienia magnesem albo samoprzylepne. Do zabawy najlepiej wybrać dwa paradygmaty choć początkujące dzieci można w ten sposób zapoznawać tez z nowymi sylabami.
Na serwetkach wypisałam sylaby z P i M (razy dwa)- które następnie poumieszczałam w rozmaitych miejscach w pokoju. Nie chowałam ich zanadto bo było ich dość dużo. Zabawa nie polegała wszakże na bystrości oczek a na czytaniu :D
Jak już wiecie bawimy się w czytanie :)
Jedni to pochwalają inni są przeciwni, no bo jak można tak dziecko mordować w wieku 3 lat. Koniec końców od czego jest szkoła ?
Tym czasem mój pogląd na tą kwestię jest stały i niezmienny a, że żyjemy w Polskim wolnym i demokratycznym państwie, to wolno mi go śmiało i publicznie wygłaszać.
Oto 5 najważniejszych powodów dla których chcę uczyć czytać kilkulatka:
Oczarowana ! Taka jestem po przeczytaniu tej książki. A przeczytałam ją od deski do deski :)
Jestem pewna, że każdy z Was drogie dzieci czasów PRL-u i tych tuż po, będziecie tą książka oczarowani.
Książka która jest skarbnicą wszystkich zabaw jakie królowały na podwórkach za czasów mojego dzieciństwa, to jest coś niebywałego. Strona po stronie, kartka po kartce idziecie i widzicie oczyma wyobraźni swoje dzieciństwo. Już samo to jest tak niesamowitym doznanie, że warto tą książkę posiadać. Dla samej tej niezwykłej podróży w czasie. Jednak to tylko połowa jej geniuszu w końcu dlaczego w ten cudowny świat z tamtych lat nie zanurzyć własnych dzieci. No właśnie czemu by nie. Ja bynajmniej od dawna już wcielam ten plan w życie ale taki podręcznik jak ten jest na wagę złota. Bo pamięć ulotną jest. Właśnie ta publikacja mi to pokazała. Nie dość, że istnieje wiele gier i zabaw o których zupełnie zapomniałam, to nawet te które pamiętałam po części zamazały się i zatarły. Rzecz jasna odkryłam tez kilka zupełnie mi obcych ale zdecydowanie wartych wypróbowania
Ponieważ trafiam na jeszcze jeden bardzo ciekawy projekt blogowy SPOZA TĘCZY postanowiłam się przyłączyć. W skrócieprojekt dotyczy pięciu kolorów "spoza tęczy": różowego, brązowego, czarnego, szarego, białego. W nawiązaniu do każdego z tych kolorów należy sporządzić post. Uczestnik projektu co najmniej raz w miesiącu opublikuje na swoim blogu co najmniej jeden wpis o tym, co skojarzyło mu się z jednym z kolorów "spoza tęczy", a w co zaangażowane było jego dziecko / dzieci.
Kiedy zapytałam moje starsze dziecię co kojarzy mu się najmocniej z czernią, odpowiedź była jednoznaczna:
KOSMOS
Faktem jest, że kosmos to czerń nie do przebycia i nie do ogarnięcia. Skojarzenie bardzo trafione. Zaczęłam więc poszukiwać pomysłów na zabawy z KOSMOSEM w roli głównej. Nie wiem czy udało nam się pokazać jego czerń ale zdecydowanie było wesoło i ciekawie, a to dla nas najważniejsze :)
To już trzeci tydzień naszych Blisko(s)tworowych potyczek. Jestem z nas bardzo dumna, bo byłam pewna że we wrześniowym gorącym okresie nie podołamy tak napiętemu grafikowi projektowemu. Natomiast idzie nam całkiem nieźle a dzieciaki są tak zachwycone powrotem kreatywnych działań, że wciąż pytają o jeszcze. Dlatego podjęłam się udziału w jeszcze trzech projektach, przy czym już bardziej rozciągniętych w czasie.
W projekcie Blisko(s)twory, pracowaliśmy już z WODĄ i ZIEMIĄ. Dziś pora na POWIETRZE. Wyszperałam trzy fajne powietrzne zabawy, które sprawdziły się znakomicie i sprawiły wszystkim dużo przyjemności i moc śmiechu. Wczoraj na blogu pojawił się post z szybkim DIY na latawiec (KLIK). Zapraszam na nasze powietrzne zabawy.
Jak wiecie (lub nie) bierzemy udział w Projekcie Blisko(s)twory - pierwszym żywiołem tydzień temu była WODA(Klik) w tym tygodniu stanęło przed nami prawdziwe wyzwanie ZIEMIA !
Co prawda żywiołu wkoło w bród, jednak zaatakował nas katar i o wielkich błotnych eksploracjach mogliśmy zapomnieć. Choroba, plus chłód jesieni i wilgoć - to wszystko nie jest zbyt zgrany zespół aby dać czadu. Jednak nie poddaliśmy się i po dwudniowym deszczu ruszyliśmy na spotkanie z przygodą :)
Moje dzieci, jak wszystkie dzieci są bardzo energiczne a energia ta zdaje
się nie mieć końca.
W dodatku nie można im też odmówić kreatywności i
pomysłowości w odkrywaniu coraz to nowych pomysłów na zabawy i wyzwania
każdego dnia. Wspinaczki po linie pod sam sufit, nadrzewne wędrówki,
skoki, fikołki, przewroty, świece, mostki, salta mortadele i tysiące
innych sztuczek od których odwiedzającym nas gościom włosy siwieją a serce szybciej bije. Ja zazwyczaj nie ingeruje w te ich odkrycia
bo uważam, że znają swoje możliwości. Co nie zmienia faktu, że już od dawna myślałam o
materacu gimnastycznych który by dał nam przede wszystkim bezpieczeństwo i wygodę. Pierwsza myśl przyszła mi gdy Wojtka naszło pragnienie
nauczenia się stania na rękach przy ścianie. Podkładałam poduszki, koce w
końcu kiedy już nic nie zdało egzaminu w ruch poszedł Alusiowy
materacyk no ale to też był średni pomysł bo zaczął nam odjeżdżać od
ściany po śliskich panelach. Zapytacie pewnie, po co nam
taki materac, a ja Wam powiem, że zdziwilibyście się ile ma on
zastosowań w naszym domu i jak często w związku z tym jest przenoszony z
domu do ogrodu i z powrotem. Gdzie wybrałam najładniejszy i najlepszy materac pod słońcem MAŁPISZON.pl .
O bilibo słyszałam x lat temu, w telewizji śniadaniowej. To był pierwszy raz, reklamy przewijały mi się stale ale myślałam sobie, że to rozdmuchana sprawa. JAK BARDZO SIĘ MYLIŁAM !!! Bo bilibo to zabawka która nie jest "odtąd - dotąd", to taki przedmiot który nie daje 2, 5 czy 10 opcji zabawy. To muszelka która nic nie sugeruje, a wszelkie instrukcje rodzice mogą pozostawić sobie, bo to dorośli potrzebują wyjaśnień czarno na białym. Dzieci ani trochę ! Dzieci mają to do siebie, że czują ogromna wewnętrzną chęć i potrzebę do odkrywania i poznawania. Bilibo jest stworzone tak zmyślnie, że daje multum opcji i sposobów. To nie dzieło przypadku a starannie przemyślany design. Tu tunel, tu dziurka, tu spadek, tu górka, w zależności od ułożenia, przekręcanie, połączenia...
"Mali poszukiwacze skarbów..." tymi słowy rozpoczynał się list do Kusiątek, który nie wiadomo skąd i jak znalazł się na schodach którymi co dzień rano kroczymy na śniadanie.
Chcecie poznać najbardziej edukacyjną, najbardziej kreatywną, najbardziej wszechstronną zabawkę wszechczasów. Taką z którą nigdzie nie będziecie się nudzić, nawet (a może zwłaszcza) w zabetonowanym od chodnika po dachy wieżowców mieście. Taką dzięki której przydomowa kostka będzie tryskała magią barw, ściany pobliskiej zabudowy dla zwierząt będą promieniały od różnobarwnych rysunków, malunków, grafiki i obrazów. Taką która nauczy literek, cyferek, pisania i liczenia, taką która zawiedzie Was do świata baśni i marzeń.
Ruch, aktywność fizyczna, to coś co jest przejawem naszego życia, element kształtujący organizm ludzki. Ruch powoduje doskonalenie czynności i funkcji każdego z narządów pracujących w naszym ciele. Aktywność fizyczna wzmacnia nas, u dziecka kształtuje i usprawnia w głównej mierze układ ruchowy i nerwowy ale na dobrą sprawę ma zbawienne działanie na każdy z układów ciała małego człowieka. Jest to szczególnie ważne w okresie przedszkolnym kiedy rozwój motoryczny dzieci jest najprężniejszy i jest spełnia funkcję stymulującą dla organizmu, jest podstawowym bodźcem rozwojowym.
Magda. Mama trójki rozrabiaków, niepoprawna optymistka, z niewyczerpaną pasją do tworzenia, kreowania i dodawania otoczeniu barw. Miłośniczka dobrych książek. Instruktorka jazdy konnej. Każdy dzień to dla mnie i dzieciaczków wielka przygoda, jeżeli masz ochotę przeżyć ją razem z nami, zapraszamy. Rozgość się i zostań na dłużej, gwarantujemy, że o nudzie nie ma mowy. Zaczarujcie z nami swój świat.
Podaruj dzieciom radość
Diverti
Nauka i zabawa
Moja strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.